shopershoper

Strona główna » Inni o nas

Sonda

Skąd znasz twórczość Grzegorza i Tomasza Kłosowskich?

Subskrypcja

Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.

Inni o nas

Światowe Dni Ochrony Środowiska - spotkanie autorskie w sali kameralnej Filharmonii Podlaskiej. Od lewej: Arkadiusz Szaraniec, Grzegorz Kłosowski, Bożena Walencik, Tomasz Kłosowski, Dariusz Szada-Borzyszkowski.


fot. Krzysztof Onikijuk

Grzegorz i Tomasz Kłosowscy.
"Odkrywcy Biebrzy" - dokumentują jej fenomen od lat z tym samym zapałem, z jakim w dzieciństwie oglądali "Bezkrwawe łowy" Puchalskiego i fotografowali pierwsze gniazdo wrony (pierwsza nagroda i pierwsze honorarium). Ich zdjęcia łączą wysmakowaną kompozycję i wyczucie artystycznego efektu z naukowo dopracowanymi scenariuszami wielowątkowych opowieści o relacjach zwierzęta-ludzie-środowisko. Warci pomnika, ale lepiej budżet przeznaczyć na albumy.

Arkadiusz Szaraniec


______________________________

Braci Kłosowskich znam od ponad 35 lat. To oni zaszczepili mi miłość do ptaków i to wspólnie z nimi poznawałem i penetrowałem Bagna Biebrzańskie, ukochane zarówno przez nich, jak i przeze mnie. A było to jeszcze w czasach „romantycznych”, kiedy bagienne turzycowiska regularnie koszono, nadbiebrzańskie wsie były drewniane i pełne życia, a przyrodnicy (poza nielicznymi wyjątkami) nie interesowali się bagnami, nie mówiąc już o turystach. Interesowali się nimi za to melioranci i pamiętam, jak wraz z Braćmi planowaliśmy „terrorystyczny zamach” na pewnego znanego profesora od melioracji, który chciał nam Bagna Biebrzańskie osuszyć. Wynajmowane przez Braci chatki i domy w nadbiebrzańskich wioskach i przysiółkach wielokrotnie służyły jako baza do fascynujących wypraw w głąb niedostępnych bagiennych uroczysk. Wspólnie penetrowaliśmy też bagna w innych rejonach Polski: w Puszczy Augustowskiej, w Lasach Janowskich i na Polesiu Lubelskim. Później przyszły wspólne wyprawy na legendarne bagna kresowe: bezkresne torfowiska Polesia Białoruskiego i Ukraińskiego, rozlewiska Prypeci i mszary litewskie. Podczas tych niezapomnianych wypraw przeżyliśmy mnóstwo przygód, o których można by napisać kilka grubych książek.
Poza tym, że Bracia byli i są znakomitymi kompanami bagiennych wypraw, zawsze na tych ekspedycjach dźwigali ze sobą sprzęt fotograficzny i potrafili wspaniale owe bagna fotografować. Nie tylko zresztą bagna, ale w ogóle przyrodę, a zwłaszcza ptaki, które fotografowali od zawsze. Wydane przez nich liczne albumy to przykład najwyższej światowej klasy fotografii przyrodniczej. Wykonanie niektórych pojedynczych mistrzowskich ujęć wymagało nieraz wielu godzin pracy i znoszenia nieprawdopodobnych niewygód. W ich zdjęciach widać niesamowitą pasję i nieustanną fascynację ulubionymi motywami, krajobrazami i gatunkami ptaków. Ze wspaniałymi zdjęciami współgrają świetne komentarze i teksty, nierzadko mające charakter znakomitej gawędy. Wszystko to sprawia, że przyrodnicze albumy Braci Kłosowskich można dziś śmiało postawić na półce klasyków fotografii przyrodniczej tuż obok książek ich mistrza – Włodzimierza Puchalskiego.

Grzegorz Rąkowski

______________________________

Można by przytoczyć sporo tak zwanych "tajnych" anegdot, ale ja wolałbym napisać wprost; dużo sympatii, mam do Kłosowskich dużo sympatii.
Mimo upływu lat mają pasję. Pracując z nimi obserwowałem jak w każdej chwili starają się zrobić coś lepszego w temacie, który fotografowali już na tysiące sposobów. Z jednej strony mają przewagę (niby jest im łatwiej) bo co chwilę powtarza się zdanie "to już mamy" a z drugiej strony, mają trudniej bo nieustannie podnoszą sobie poprzeczkę. Jeśli kolejny żuraw to musi być lepszy od tych tysięcy poprzednich.

Krystian Matysek

______________________________

Kłosowcy? Znam ich prawie 30 lat. Każdy z nich jest inny, chociaż dwaj z trzech są bliźniakami. Duchowym, przyrodniczym przywódcą jest niewątpliwie Tomek, chociaż Stanisław ma profesorskie tytuły. Najbardziej artystyczną duszą jest Grzegorz. Tomek za to jest najbardziej medialny. Swym tubalnym głosem wypełnia mikrofony a ogromną piersią (i "podpiersią") wypełnia kamery. Lubią za to Tomka zarówno mikrofony jak i kamery.
Raz nad Biebrzą spotkałem całą trójkę razem. Był to dzień, gdy znaleźliśmy 2 gniazda sów błotnych. Wieczorem, przy kolacji, trio braci Kłosowskich przedstawiło pantomimę pt. "Sowa błotna". Było to coś obłędnego. Bawiliśmy się jak dzieci. A byliśmy przy tym trzeźwi - o dziwo.
Mam w kolekcji monet pięćdziesięciogroszówkę- rówieśniczkę Tomka. Starta i ledwo czytelna, na dodatek wypadła z obiegu. Tomek, jej rówieśnik, jest nadal w obiegu, dziarski i pełen pomysłów. Jest więc solidniejszy od metalu.


Andrzej Kruszewicz

______________________________

Tomek Kłosowski
Dwunożny, brzuchaty, nieopierzony, silnie owłosiony. Nie podlega ewolucji, lekceważy atawizmy, do instynktu rozmnażania podchodzi z przekorą, samolubnemu genowi śmieje się w nos. Jedynie swoją rolę w łańcuchu pokarmowym traktuje niezwykle poważnie - niespożyty w konsumowaniu dóbr matki natury, zwłaszcza przygotowanych młodą damską ręką.
Do dóbr doczesnych ma stosunek głęboko lekceważący, zamiast gromadzić materię - woli gromadzić wiedzę. Pięknie pozbawiony potrzeby luksusów, snobizmów i wszelkich materialnych chuci. O chuciach pozostałych kategorii gotów opowiadać długo, szczegółowo i głośno - zwłaszcza w zatłoczonych eleganckich garkuchniach, gdzie oprócz Tomka słychać tylko szmer nudnawych rozmów i cichy brzęk błyszczących kieliszków. Wielbiciel damskich rumieńców. Idealny na randkę w ciemno zamiast... randki.
Mimo, że tworzy idealnie symbiotyczny związek z samym sobą, wciąż wprawia się w uwodzeniu wybranych samic, wspierając się przy tym barwnymi opowieściami z własnego życia emocjonalnego - najczęściej zmyślonymi. Na podorędziu ma zawsze świeżo spłodzony bon mocik, błyskotliwą puentę i bukiecik ciętych ripost kategorii pierwszej. Z sukcesem meandruje między wielbicielkami, doprowadzając nieszczęsne kobiety do prania mu ubrań i prasowania koszul. Ostatnio próbuje wypracować model “gruppies sprzątającej”- jako że sam nie jest w stanie ogarnąć chaotycznej przestrzeni własnego gniazda. Nieskromnie potwierdza, że kobiety go kochają, ale się z nim nie rozmnażają. Istnieje uzasadniona wątpliwość, czy go to frapuje.
Fotografię kocha, ale uważa ją za dopust Boży (mimo iż nie wierzy w Boga). W pracy wyłącznie sapie, marudzi i gdera, nigdy nie jest z siebie zadowolony - ale upiera się, że jest to pesymizm twórczy. Jest specjalistą od wynajdywania kontrowersyjnych tez i znajdywania argumentów „za” i „przeciw” dzięki czemu nigdy się sam ze sobą nie nudzi. W toczeniu zajmujących dysput nie przeszkadza mu nawet brak interlokutora - w sytuacji braku rzeczywistego rozmówcy Tomek podejmuje dyskurs z wyobrażonym. Zawsze przekonany o wyższości własnych racji.
Z racji przymiotów charakterologicznych powinien zostać objęty ochroną ścisłą w ramach któregoś z programów ochrony pomników przyrodniczych - jako Natura z Natury Dobra.
Na bezludną wyspę zamiast radia zabierz Tomka - nie zauważysz, kiedy minie 20 lat.
Ps. niestety nie można go wyłączyć

Przyjaciółki z pracy
Dorota Adamkiewicz, Joanna Łęska – „Dzika Polska”
Monika Purzycka – „Zwierzozbliżenia”

_____________________________


fot. (c) Jan Walencik

Pod Paryżem jest wzorzec metra, a na bagnach pod Biebrzą są Kłosowscy - od zawsze i na zawsze.
Dwaj, a nieraz i trzej nieznający kompromisu pasjonaci, którzy swoją nieprzeciętną robotą i niezawodnym charakterem roznoszą wokół nieuleczalną chorobę: dzięki NIM ludzie obcujący z naturą  stają się lepsi i mądrzejsi.
Kłosowscy, to Kłosowscy i już!

Jan Walencik

PS
Na fotografii od lewej: Bożena Walencik, Jan Walencik, Krzysztof Komar, Grzegorz Kłosowski
Sklep internetowy Business Shop | Hosting home.pl